W niedzielę w katowickim spodku zakończył się IX memoriał Huberta Jerzego Wagnera. Impreza ta była ostatnim sprawdzianem biało-czerwonych przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy, które rozegrane zostaną w Austrii i Czechach. Podopieczni Andrei Anastasiego zaprezentowali się fatalnie. Pierwszy mecz z Czechami nasi siatkarze zagrali delikatnie mówiąc przeciętnie.

Po tym spotkaniu kolejne pojedynki, które czekały naszych zawodników z Włochami oraz Rosją nie napawały optymizmem. Jednak z drugiej strony można było liczyć na sportową złość Polaków i podjęcie walki w tych spotkaniach. Niestety jednak nic takiego nie miało miejsca. Biało-czerwoni w tych dwóch spotkaniach popełniali proste, wręcz szkolne błędy. Na tle rywali wyglądali tak jakby byli dopiero na początku przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu, a nie na ich zakończeniu.

Polakom podczas spotkań w spodku nie można zarzucić braku zaangażowania. Jednak na parkiecie przede wszystkim liczy się wynik.

Również po meczach biało-czerwoni urządzili niezrozumiały bojkot przeciwko mediom. Praktycznie żaden z podopiecznych Anastasiego nie przeszedł przez mix zone, aby porozmawiać z dziennikarzami. Podstawowym zadaniem zawodnika również po przegranym spotkaniu jest wytłumaczenie się opinii publicznej z poczynań na boisku. Najwidoczniej siatkarze reprezentacji Polski nie są na tyle odważni, aby odpowiedzieć na nurtujące wielu kibiców pytania.

Ciekawe, czy podczas Mistrzostw Europy, które rozpoczną się 10. września Polacy pokażą na co ich stać i chociaż wyjdą z grupy. Po tym co mogliśmy oglądać podczas turnieju Wagnera awans do kolejnej fazy może to być nie lada wyzwaniem.

Czy w razie nie powodzenia podczas europejskiego czempionatu PZPS dalej będzie zatrudniał szkoleniowców zza granicy i zwalniał ich poprzez różne dziwne formy. Czy po niepowodzeniu na kolejnym turnieju trener Andrea Anastasi otrzyma sms-a od szefa związku z informacją, że został zwolniony. Zastanawiający jest fakt, dlaczego w takim kraju jak Polska sternik związku stosuje podobne metody do tych z filmów scence-fiction. W ten sposób naraża swój kraj na pośmiewisko w Europie oraz na świecie. Dlaczego w Pluslidze o siłach zespołów walczących o najwyższe cele stanowią reprezentanci innych kraj, a nie ma w nich miejsca na rodzimych młodych i utalentowanych siatkarzy.

Tego się najprawdopodobniej nie dowiemy. Dobrze, że w najwyższej klasie rozgrywkowej są limity obcokrajowców, bo gdyby było inaczej to liczące się zespoły byłyby podobne do tych z T-Mobile Ekstraklasy, gdzie Polaków w kadrach niektórych drużyn można policzyć na palcach jednej ręki.