Latest Entries »

W siedemnastej kolejce PlusLigi Kobiet padł jeden zaskakujący wynik. Gwardia Wrocław na własnym parkiecie pokonała Tauron Dąbrowę Górniczą.

Runda zasadnicza PlusLigi Kobiet wkracza w decydującą fazę. Można powiedzieć, że walka toczy się na dwóch frontach. Czołowe zespoły walczą o lepsze rozstawienie przed fazą play-off rozgrywek, natomiast drużyny z dolnej części tabeli za wszelką cenę chcą wygrać, aby zapewnić bezpieczne miejsce i utrzymać się w najwyższej klasie rozgrywkowej na kolejny sezon. Jak się jednak okazuje w 17. serii spotkań padł bardzo dziwny wynik w spotkaniu pomiędzy Gwardią Wrocław i Dąbrową Górniczą. Gospodynie tego meczu nadspodziewanie łatwo wygrały z drużyną, która tydzień temu zdobyła Puchar Polski. Na uwagę zasługuję jednak fakt, że przed dwoma tygodniami obie drużyny spotkały się w rozgrywkach ćwierćfinału Pucharu Polski. W tamtym spotkaniu podopieczne Waldemara Kawki nie pozostawiły złudzeń kto jest lepiej przygotowany i pewnie wygrały z zespołem z Wrocławia.

Uważam, że w spotkaniu, które zostało rozegrane w sobotę wynik meczu mógł zostać ustalony dużo wcześniej przed jego rozpoczęciem. Należy zauważyć, że po zwycięstwie z Dąbrową Górniczą wrocławiankom brakuje tak naprawdę tylko jeden punkt, aby utrzymać się bezpiecznie w PlusLidze Kobiet. Śmiem twierdzić, że zespół ze stolicy dolnego śląska zdobędzie brakujące oczko w ostatniej kolejce spotkań. Wtedy właśnie zmierzy się z zespołem z Piły, który również walczy o czołową ósemkę ligi, która zapewni utrzymanie.

W walce o utrzymanie liczy się jeszcze AZS Białystok. Drużyna prowadzona przez Czesława Tobolskiego w poniedziałek podejmie PTPS Piłę. W wypadku zwycięstwa nie może być pewna utrzymania, ponieważ na zakończenie rundy zasadniczej podejmie zespół Mistrza Polski Muszyniankę Fakro Muszynę. Białostoczanki, aby zapewnić sobie pozostanie w PlusLidze Kobiet muszą to spotkanie wygrać za trzy punkty. W przypadku, gdy z południa Polski wywiozą nawet dwa punkty będą musiały spoglądać na wynik spotkania pomiędzy PTPS Piła – Gwardia Wrocław.

Na zakończenie poniedziałkowych spotkań zmierzyły się drużyny Argentyny i Japonii. Gospodarze tego meczu podeszli do meczu bardzo skoncentrowani. Tego nie można powiedzieć natomiast o drużynie Argentyny. Podopieczni trenera Webera momentami grali jakby przeszli obok meczu.

Początek spotkania rozpoczął się po myśli Japończyków, którzy objęli prowadzenie (5:2). Na taką sytuację na parkiecie szybko zareagował szkoleniowiec Argentyny Weber, który poprosił o czas. Niestety przerwa w grze nie spełniła swojego zadania. Gospodarze turnieju dobrze bronili i wyprowadzali szybkie i skuteczne ataki. W dalszej części seta przewaga Japończyków topniała. Na lidera w zespole przyjezdnym wyrastał Conte, który najpierw zdobył punkt bezpośrednio z zagrywki. Następnie dołożył kolejne oczko atakiem. Od tego momentu jego zespół powrócił do swojej gry. Argentyńczycy na drugą przerwę techniczną schodziły z jednym punktem przewagi (15:16). Po czasie w grze Crer dołożył punktowy blok i mecz zaczął układać się zgodnie z przewidywaniami. Pomimo woli walki zespołu z Azji nie udało im się zwyciężyć w tym secie.

Pierwsze piłki kolejnej partii to wyrównana gra obu zespołów. Jednak po asie serwisowym Yamamury Japończycy objęli minimalne prowadzenie (6:5). Długo się nim jednak nie pocieszyli, ponieważ dwa kolejne oczka padły łupem ich rywali. W dalszej części tego spotkania Japończycy pokazali przyjemną dla oka siatkówkę. Zawodnicy z kraju kwitnącej wiśni objęli prowadzenie przede wszystkim dzięki mocnej zagrywce. Potrafili oni wykorzystać nie najlepszą grę w ataku zespołu Argentyny. Ostatecznie podopieczni trenera Uety zwyciężyli 25:21.

W kolejnej odsłonie Japończycy podbudowani zwycięstwem w poprzedniej partii rozpoczęli od prowadzenia (5:2). Gospodarze turnieju w tym spotkaniu charakteryzowali się walką do końca. Zespół Argentyny w tym secie popełniał sporo błędów w ataku. Przełożyło się to bezpośrednio na wynik(8:4). Dalsza część tego seta wyglądała tak jakby coś w grze Argentyńczyków się zacięło. Przyczynił się do tego również szkoleniowiec, który nie dokonywał zmian w swoim zespole. Dopiero przy prowadzeniu Japończyków (14:7) na boisko wszedł Giustinianio. Jednak zmiana ta była wprowadzona trochę za późno, ponieważ nie przyniosła pożądanego efektu. Większość ataków, które wykonywali siatkarze Argentyny lądowała na aucie. Japończycy z piłki na piłkę grali jednak coraz lepiej. Nie ważne, czy atakowali ze środka, czy też ze skrzydła piłka lądowała w polu rywali (20:10). Obraz gry już jednak się nie zmienił i Japonia zwyciężyła 25:11.

Od początku czwartego seta gra Argentyny wyglądała tak do jakiej przyzwyczaili się ich sympatycy. Niepodzielnie w ataku rządził Conte, który prawie wszystkie piłki zamieniał na punkty. Jego koledzy dołożyli do tego jeszcze skuteczną grą w bloku. Przełożyło się to od razu na wynik (2:8). Dalsza część tej partii była popisem gry w wykonaniu Argentyny. Podopieczni Webera nie dali najmniejszych szans rywalom(8:16). Potrafili wyłączyć największą broń Japończyków, czyli atak. W końcówce Japończycy zaczęli prezentować nieco lepszą siatkówkę, jednak na odrobienie strat było już za późno (15:25).

O losach tego spotkania zadecydował set prawdy. Lepiej tą nerwową partie rozpoczęli Argentyńczycy. Ich rywale nie pozostali dłużni i doprowadzili do remisu (2:2). W dalszej części tego seta na minimalne prowadzenie wyszły Argentyńczycy. Utrzymywali je praktycznie do ostatnich piłek (11:13). W końcówce Japonia dogoniła rywali na jeden punkt i zapowiadała się emocjonująca końcówka. Jednak podopieczni Webera skończyli to spotkanie w pierwszej nadarzającej się okazji (12:15).

Po ponad trzech tygodniach przerwy w piątek na siatkarskie parkiety powrócą prawdziwe emocje. W szóstej kolejce dojdzie do kilku ciekawych spotkań. Największe emocje zapowiadają się w meczach zespołów, które znajdują się w dolnej części tabeli.

 

Pierwszy gwizdek sędziego zabrzmi w piątek w Białymstoku. Akademiczki ze stolicy Podlasia podejmą Pałac Bydgoszcz. W historii potyczek obu zespołów wiele z nich kończyło w pięciu setach. Siatkarki Wiesława Czai w przerwie w rozgrywkach nie próżnowały. Trenowały solidnie we własnych obiektach. W poprzedni weekend rozegrały serię trzech spotkań kontrolnych. Podczas nich najbardziej miarodajna była potyczka z zespołem Budowlanych Łódź. W tamtym spotkaniu siatkarki z Białegostoku zrewanżowały się za porażkę, której doznały w piątej kolejce. Podczas dwóch kolejnych dni akademiczki rozegrały dwa mecze z drużyną mistrza Ukrainy Khimik Jużny Odessa. W tych spotkaniach siatkarki z Białegostoku również pokazały się z dobrej strony i pewnie zwyciężyły nie tracąc ani jednego seta.

Natomiast drużyna z Bydgoszczy, która przed szóstą kolejką spotkań zajmuje piąte miejsce w tabeli jest faworytem tego spotkania. Jak do tej pory wszystkie pojedynki o punkty, które zostały rozegrane w Białymstoku zwyciężyły zawodniczki znad Brdy. Na początku przygody akademiczek z najwyższą klasą rozgrywkową oba zespoły spotkały się w barażach o utrzymanie się w lidze. Wtedy górą były białostoczanki. Czy podopieczne Rafała Gąsiora podtrzymają zwycięską passę i ponownie wywiozą trzy punkty z Białegostoku przekonamy się w piątek o godzinie 20.00. Spotkanie to będzie transmitowane w stacji Polsat Sport.

W sobotę w Muszynie dojdzie do ciekawego pojedynku. Podopieczne Bogdana Serwińskiego podejmą zespół Organiki Budowlanych Łódź. Siatkarki prowadzone przez Mauro Masacciego po pięciu kolejkach rozgrywek zajmują czwarte miejsce w ligowej tabeli. Natomiast zawodniczki z południa Polski są jak na razie wiceliderem rozgrywek. Wydaję się, że podczas sobotniej konfrontacji trzy punkty powinny pozostać w Muszynie. Jednak należy wziąć pod uwagę fakt, że zawodniczki miały ponad trzytygodniową przerwę od rozgrywek ligowych. Trenerzy obu zespołów nie mieli na treningach siatkarek, które uczestniczyły w pucharze świata, czy też w turniejach prekwalifikacyjnych do przyszłorocznych Igrzysk Olimpijskich. Dlatego w sobotnie popołudnie kibice mogą spodziewać się wielu emocji. Początek tego meczu o godzinie 17.

Dzień później BKS Aluprof Bielsko-Biała na własnym parkiecie gościć będzie drużynę z Dąbrowy Górniczej. Jeszcze kilka miesięcy temu wielu kibiców wytypowałoby zdecydowane zwycięstwo drużyny z Bielska-Białej. W tym sezonie jest jednak zupełnie inaczej. Siatkarki prowadzone przez Mariusza Wiktorowicza w pierwszych meczach tegorocznych rozgrywek spisywały się poniżej oczekiwań. Być może po trzy tygodniowej przerwie w rozgrywkach sytuacja ulegnie zmianie i gospodynie zaprezentują się na przyzwoitym poziomie.  Zespół Waldemara Kawki znajduje się w trochę bardziej komfortowej sytuacji. Najważniejsze jest to, że drużyny nie nękają kontuzje i siatkarki mogą skupić się na spokojnych treningach. Czy będzie to spotkanie, w którym sympatycy zespołu z Bielska-Białej zobaczą zwycięstwo swojego zespołu przekonamy się w niedzielę o godzinie 14.30. Transmisję z tego spotkania przeprowadzi Polsat Sport.

Na zakończenie szóstej serii spotkań PTPS Piła podejmie zespół z Mielca. Drużyna Adama Grabowskiego na początku rozgrywek nie spisuje się najlepiej. Jego podopieczne zajmują dopiero dziewiątą pozycję i wydaję się, że będą walczyły raczej o utrzymanie w ligowej tabeli. Natomiast drużyna beniaminka PlusLigi Kobiet plasuje się na szóstym miejscu w tabeli. Siatkarki, które prowadzone są przez Mirosława Zawieracza prezentują skuteczną grę. Świadczyć o tym mogą wygrane z Muszynianką Muszyna w pierwszej kolejce, czy też z Pałacem Bydgoszcz. Czy w poniedziałek zawodniczki z Piły dopiszą kolejne trzy punkty do ligowej tabeli. Początek spotkania o godzinie 18. Mecz ten można będzie obejrzeć w Polsacie Sport.

 

Szkoleniowiec AZS-u Białystok nie może na pewno narzekać na rozgrywające w swoim zespole. Posiada on dwie równorzędne zawodniczki. W ostatni weekend podczas trzech sparingów do zwycięstw swoje koleżanki poprowadziła Ewa Cabajewska.

 Łukasz Roszkowski:Czy te spotkania, które rozegrałyście były dobrym przygotowaniem do następnych meczów ligowych?

 Ewa Cabajewska: Myślę, że tak, ponieważ zrealizowałyśmy w nich pewne założenia taktyczne. Był to już nasz trzeci rozegrany mecz. Można powiedzieć, że zagrałyśmy te spotkania w formie turnieju tylko, że każdy mecz był rozegrany w różnych miejscach oraz z różnymi drużynami. Było to drugie spotkanie z zespołem z Ukrainy i wynik jest taki, że wygrałyśmy 3:0.

 W piątek rozegrałyście spotkanie z Organiką Budowlani Łódź. Można powiedzieć, że to był rewanż za spotkanie w lidze. Powiedz jak wyglądała wasza gra?

Zagrałyśmy bardzo dobre spotkanie. Było to spowodowane może tym, że spotkałyśmy się na neutralnym terenie.Pozatym w naszym zespole nie było Lucie, natomiast w drużynie z Łodzi nie było belgijki, która w spotkaniu ligowym popsuła nam dużo krwi przede wszystkim zagrywką. Podczas tego spotkania zawodniczka ta dysponowała mocną zagrywką z wyskoku. Ten element przyczynił się do porażki w meczu o punkty. Tak pozatym niczym wtedy nie przegrywałyśmy.

Czy to spotkanie z drużyną z Łodzi było twoim zdaniem najtrudniejsze?

Nie wiem, uważam, że poziom tego spotkania był porównywalny z kolejnymi meczami, które rozegrałyśmy. W piątkowym spotkaniu miałyśmy małe perypetie, ponieważ podczas rozgrzewki zgasło światło.

Kolejne spotkanie rozegrałyście w Bielu Podlaskim. W mieście tym nie codziennie goszczą zespoły z ekstraklasy. Czy w związku z tym mecz budził szczególne zainteresowanie wśród kibiców?

Było sporo miejscowych kibiców jak również przyjechali najwierniejsi kibice z Białegostoku. Jak już wspomniałam podczas rozgrzewki zgasło światło na czterdzieści minut, więc było zabawnie.

Czy te mecze poprawiły waszą grę?

Podczas tych spotkań trener przeprowadzał zmiany i można powiedzieć, że każda z nas ma większy przegląd sytuacji. Nasza gra wygląda już trochę lepiej, jednak widać w niej jeszcze braki. Największe problemy mamy z przestojami, które zdarzają się nam w przyjęciu. Czasami ciężko nam wyjść z tej sytuacji by następnie dalej grać naszą grę. Jednak w najbliższym meczu postaramy się to wyeliminować.

Czy po tych wygranych atmosfera w zespole się poprawiła?

Atmosfera jest dobra. W okół naszego zespołu jest w chwili obecnej dużo szumu, ponieważ mamy ostatnie miejsce w tabeli, które źle wygląda. Mamy wygrane dwa spotkania ale niestety jesteśmy na ostatnim miejscu. Mielcowi udało się wygrać jedno spotkanie za trzy punkty i są wyżej od nas. Liga w tym sezonie wygląda tak, że nie ma takiego zespołu jakim była Rumia przed rokiem i ktoś musi znajdować się na tym ostatnim miejscu. Nasza gra naprawdę wygląda dobrze. My się również dobrze czujemy i nie robimy wielkiego „halo”, że jesteśmy na razie na ostatnim miejscu. Wiem, że to się zmieni bo stać nas na dużo lepszą grę. W najbliższym spotkaniu chciałybyśmy zdobyć trzy punkty, aby podskoczyć w ligowej tabeli.

Drużyna Chemika Odessa to obecny mistrz Ukrainy, jak się wam grało z tym zespołem?

Widać było, że trener naszych rywalek mocno denerwował się na swoje zawodniczki. My natomiast ostatnio dysponujemy bardzo silną zagrywką i gdy nam ona siądzie potrafimy zdobywać punkty seriami

Na początku tegorocznego sezonu spore postępy zrobiła Chanon Thomson?

Tak Chanon ma karaibski luz (śmiech). Jednak to są prawa młodości i bardzo dobrze, jest ona ambitną dziewczyną i bardzo się stara. Błędy, które popełnia czasami wynikają poprostu z braku ogrania. Dominika Sieradzan, która gra na tej samej pozycji gdy ma gorszą piłkę potrafi kiwnąć, czy też zakombinować. Natomiast Chanon idzie w ciemno i atakuje „ile fabryka da”, czasami za wcześnie wyskoczy, czasami zbyt późno. Pozatym Chanon ma bardzo dobre warunki. Jest silna, skoczna. Można powiedzieć, że gdy wyjdzie do ataku to aż łeb urwie.

W niedzielę w Zespole Szkół Rolniczych w Białymstoku swój ostatni mecz w zawodowej karierze rozegrał Tomasz Kujawa. Tłumnie zgromadzona publiczność długo oklaskiwała bohatera wieczoru.

Zawodnik, który stał się ikoną podlaskiej koszykówki w swojej prawie 27-letniej przygodzie z koszykówką występował także w Wiśle Kraków, czy też AZS-ie Koszalin. W ostatnim czasie Kujawa łączył funkcję koszykarza i trenera w białostockim Biatransie. To pod jego wodzą zespół ten awansował do drugiej ligi. Niestety z powodu kłopotów finansowych w niej nie wystąpił.

Zanim rozpoczęła się rywalizacja sportowa wszyscy zgromadzeni obejrzeli krótki film, który prezentował koszykarza. Oprócz zawodnika wypowiadali się w nim jego rodzice oraz pierwsi trenerzy.

Następnie rozpoczął się mecz, w którym Podlasie 2011 zmierzyło się z zespołem Grodno 93. Kujawa, który wystąpił z numerem 4 na koszulce spotkanie to rozpoczął jak na mistrza przystało, trafił dwa razy za trzy punkty. Obok niego w na koszykarskim parkiecie wystąpili zawodnicy grający na co dzień w koszykarskiej ekstraklasie. Razem z Kujawą w zespole grał m.in. Łukasz Wilczek, który znany jest z występów w drużynie Politechniki Warszawskiej, która występuje w ekstraklasie.

Na cztery minuty przed końcem meczu doszło do symbolicznej zmiany. 37-letniego weterana koszykarskich parkietów Tomasza Kujawę zastąpił jego wychowanek 14-letni Maciej Bojanowski, który znajduje się na liście rezerwowej kadry kadetów reprezentacji Polski. Tomasz Kujawa, od pewnego czasu zajmuje się szkoleniem młodzieży w białostockich Żubrach.

– Nie spodziewałem się, że mogłem mieć tak wspaniałe zakończenie kariery. Na pewno nie jednej osobie łza się w oku zakręciła, mi na pewno. Szkoda, że nie będę mógł zagrać już zagrać z tymi zawodnikami. Myślę, że w takim zestawieniu mogłaby to być drużyna na poziomie ekstraklasy. Fajnie było grać przeciwko takiej drużynie jak Grodno- podsumował swój występ Tomasz Kujawa.

Na dowód uznania dla zawodnika klub Żubry Białystok zastrzegł numer na koszulce, z którym występował koszykarz.

Spotkanie zakończyło się remisem 91:91.

W niedzielę w katowickim spodku zakończył się IX memoriał Huberta Jerzego Wagnera. Impreza ta była ostatnim sprawdzianem biało-czerwonych przed zbliżającymi się mistrzostwami Europy, które rozegrane zostaną w Austrii i Czechach. Podopieczni Andrei Anastasiego zaprezentowali się fatalnie. Pierwszy mecz z Czechami nasi siatkarze zagrali delikatnie mówiąc przeciętnie.

Po tym spotkaniu kolejne pojedynki, które czekały naszych zawodników z Włochami oraz Rosją nie napawały optymizmem. Jednak z drugiej strony można było liczyć na sportową złość Polaków i podjęcie walki w tych spotkaniach. Niestety jednak nic takiego nie miało miejsca. Biało-czerwoni w tych dwóch spotkaniach popełniali proste, wręcz szkolne błędy. Na tle rywali wyglądali tak jakby byli dopiero na początku przygotowań do najważniejszej imprezy sezonu, a nie na ich zakończeniu.

Polakom podczas spotkań w spodku nie można zarzucić braku zaangażowania. Jednak na parkiecie przede wszystkim liczy się wynik.

Również po meczach biało-czerwoni urządzili niezrozumiały bojkot przeciwko mediom. Praktycznie żaden z podopiecznych Anastasiego nie przeszedł przez mix zone, aby porozmawiać z dziennikarzami. Podstawowym zadaniem zawodnika również po przegranym spotkaniu jest wytłumaczenie się opinii publicznej z poczynań na boisku. Najwidoczniej siatkarze reprezentacji Polski nie są na tyle odważni, aby odpowiedzieć na nurtujące wielu kibiców pytania.

Ciekawe, czy podczas Mistrzostw Europy, które rozpoczną się 10. września Polacy pokażą na co ich stać i chociaż wyjdą z grupy. Po tym co mogliśmy oglądać podczas turnieju Wagnera awans do kolejnej fazy może to być nie lada wyzwaniem.

Czy w razie nie powodzenia podczas europejskiego czempionatu PZPS dalej będzie zatrudniał szkoleniowców zza granicy i zwalniał ich poprzez różne dziwne formy. Czy po niepowodzeniu na kolejnym turnieju trener Andrea Anastasi otrzyma sms-a od szefa związku z informacją, że został zwolniony. Zastanawiający jest fakt, dlaczego w takim kraju jak Polska sternik związku stosuje podobne metody do tych z filmów scence-fiction. W ten sposób naraża swój kraj na pośmiewisko w Europie oraz na świecie. Dlaczego w Pluslidze o siłach zespołów walczących o najwyższe cele stanowią reprezentanci innych kraj, a nie ma w nich miejsca na rodzimych młodych i utalentowanych siatkarzy.

Tego się najprawdopodobniej nie dowiemy. Dobrze, że w najwyższej klasie rozgrywkowej są limity obcokrajowców, bo gdyby było inaczej to liczące się zespoły byłyby podobne do tych z T-Mobile Ekstraklasy, gdzie Polaków w kadrach niektórych drużyn można policzyć na palcach jednej ręki.